Inne artykuły

Skrzynki do gazu

Dali znać do króla i król zgodził go. Służył tam i służył tydzień, miesiąc, rok. A laskę, co ją przyniósł ze sobą, ledwo mógł dźwignąć, dopiero co dzień próbował i coraz lżej, coraz lżej ją podnosił, aż po roku próbuje, czy ją przerzuci przez dach pałacu. Jak wziął na jeden palec, tak przerzucił. Król ogłosił bal. Zjeżdżają się Pan Bóg wie skąd królowie i magnaci, a król oznajmia, że kto zręcznie sztuki laską pokaże, ten weźmie jego córkę za żonę.

Siadaj na nas, a my cię wyniesiemy. A weź żywność i kładź nam w paszczękę, jak się tylko który z nas obejrzy, bo jak ci zbraknie, to wszyscy zginiemy. Wzięli go i lecą, on im jeść daje, aż ku końcowi zabrakło mu, więc uciął sobie tyłka i dał im po kawałku. Na górze gryfy wychlapnęły to i zrosło mu się na powrót. I ruszył w świat. Przyszedł do jednego miasta i pyta, czy by się nie mógł dostać choć na posługacza do palenia w piecu.

Deszcz padał, zimno było, a on się nad tymi małymi ulitował, nakrył je swoim płaszczem i poszedł dalej. skrzynki do gazu Przylatują stare gryfy i pytają: - A któż was tak, dzieci, okrył? - Był tu człowiek litościwy - mówią gryfięta - zdjął z siebie płaszcz i nas okrył. Rozleciały się gryfy szukać tego człowieka i znalazły Marcina. Ten im opowiada, jakim sposobem się tu dostał i co zrobił. - Kiedyś nam dzieci uratował - mówią gryfy - to i my ciebie uratujemy. Autorka lektury majestatycznie oddycha twarde wiatraczki.